Święto Wojska Polskiego

Na pamiątkę wielkiej wiktorii polskiego oręża z 1920 roku 15 sierpnia obchodzimy Święto Wojska Polskiego. Tego dnia wspominamy tych, którzy na przestrzeni wieków nie wahali się oddać swoje życie za biało-czerwone barwy i nasz naród. Pamiętamy też o żołnierzach, którzy strzegli i dziś strzegą naszego bezpieczeństwa i bronią międzynarodowego ładu i respektowania praw człowieka biorąc udział w misjach wojskowych.A w sposób szczególny oddajemy cześć weteranom wojennym, którzy swoimi czynami udowodnili, że „jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy”. Od kilku lat mam zaszczyt organizować wydarzenia z udziałem kombatantów walk o niepodległość, Honorowymi Obywatelami naszego miasta. Każda taka uroczystość to dla nas wielkie święto. Panie Majorze, Panie Kapitanie, Panie Poruczniku, w tym wyjątkowym dniu składam wielkie podziękowania za Waszą odwagę, heroizm i poświęcenie dla Polski, życząc dobrego zdrowia, które pomoże cieszyć się jak najdłużej Waszą obecnością podczas mareckich wydarzeń patriotycznych. Wszystkim żołnierzom Wojska Polskiego składam wyrazy uznania i szacunku za codzienny trud wkładany w odpowiedzialną służbę dla kraju.

Dziękuję za wszystko, księże Zygmuncie

Być może ten wpis nie powinien nigdy powstać. Ale nie zdążę już opowiedzieć tego, co mam do przekazania księdzu Wirkowi osobiście, więc może chociaż w ten sposób naprawię swój błąd, że tak długo zwlekałem z wizytą na Saskiej Kępie.

Po wakacjach planowałem odwiedziny w parafii MB Nieustającej Pomocy u księdza Zygmunta. Chciałem porozmawiać o naszych mareckich sprawach, powspominać stare czasy i trochę „pochwalić się” obecną działalnością, która bardzo prawdopodobne, że nie wyglądałaby tak jak obecnie, gdybym nie spotkał na swojej drodze księdza Wirka.

A wszystko zaczęło się w 2006 roku, gdy ksiądz Zygmunt przybył jako nowy proboszcz do Parafii św. Izydora w Markach. Byłem wtedy już lektorem w naszej parafii. Pamiętam do dziś Jego pierwszą Mszę świętą w murach naszego kościoła i przekazanie kluczy do parafii przez ówczesnego ks. dziekana Mieczysława Stefaniuka. Była to ogromna zmiana jakościowa dla całej wspólnoty parafialnej. Śmiało można rzec, że odmienił wtedy filozofię naszej parafii koncentrując swoją działalność duszpasterską na człowieku. W końcu sam mawiał, że „przecież Kościół to nie mury, ale przede wszystkim ludzie”.

Pod jego okiem wchodziłem w dorosłość. Pod jego okiem stawiałem też pierwsze kroki w wielkiej polityce, ale tej w pejoratywnym tego słowa znaczeniu. Jak wielu z Was pewnie dobrze pamięta, mam za sobą przygodę z polityką partyjną. Po katastrofie smoleńskiej niektórzy przedstawiciele rozmaitych grup parafialnych głośno protestowali przeciwko mojemu uczestnictwu w nabożeństwach, jako członek służby liturgicznej. Byłem wtedy nazywany komunistą, masonem itp. Wielokrotnie słuchając tych opinii stawałem przed dylematem, czy to nie jest czas, aby wybrać między Kościołem a polityką, skoro moja obecność w kościele niektórym ludziom zaczyna bardzo przeszkadzać. Co jakiś czas pytałem księdza Zygmunta, czy nie ma nic przeciwko, że stoję obok niego przy ołtarzu, po tych wszystkich głosach, które docierały również do niego. Ale zawsze odpowiadał: „Paweł, przychodź. Przychodź, jeśli czujesz taką potrzebę i działaj, jeśli ma to przynieść coś dobrego”. Gdy wiedziałem już, że w polityce partyjnej nie ma już dla mnie miejsca, że nie akceptuję takiego systemu wartości, również odbyłem z nim szczerą rozmowę i jednego z pierwszych poinformowałem o swojej decyzji. Nigdy mnie do tego kroku nie namawiał. Czekał aż sam dojrzeję do tej decyzji. Prawdopodobnie, gdyby nie Jego empatyczna postawa względem mnie, gdyby nie Jego słowa wsparcia, moja kariera samorządowca potoczyłaby się zupełnie inaczej, a może nawet już dawno by się po prostu zakończyła.

W moich oczach ksiądz Zygmunt był wielkim człowiekiem. Wielkim w swojej skromności. Był kapłanem, którego cechowały wielkie pokłady empatii. Zawsze służył radą i dążył do rozwiązywania problemów na polu dialogu. Słuchał, ale nie wydawał wyroków. Nie zamykał się wyłącznie na sprawy parafii, ale chętnie wspierał inicjatywy społeczne, jak choćby akcję „TAK dla Obwodnicy Marek”. Gdy po przerwie formowała się Ochotnicza Straż Pożarna w Markach został jej kapelanem. Był zaangażowany w działalność Społecznego Komitetu Odbudowy Pomnika Żołnierzy 1920 roku. Wspólnie z nim przygotowywałem scenariusze pierwszych mareckich obchodów rocznicy Bitwy Warszawskiej w obecnej formule. Zawsze z ochotą uczestniczył w wielu miejskich wydarzeniach i wspierał je, gdy tylko mógł. O ile dobrze pamiętam, to również ksiądz Wirek razem z Akcją Katolicką zainaugurował organizację pikników parafialnych „Pożegnanie lata u św. Izydora”.

Za to wszystko nie uda mi się już podziękować księdzu Zygmuntowi osobiście. Nie opowiem mu już o swoich planach na przyszłość – zawodowych i osobistych. Dziś już tylko w taki sposób mogę okazać Mu wdzięczność publikując swoje wspomnienia, które obrazują jak wielką mądrością życiową był przepełniony.

Spoczywaj w pokoju, księże Zygmuncie. Będzie nam Ciebie bardzo brakowało.

Piekło kobiet na kazachskim stepie

17 września w rocznicę napaści ZSRR na Polskę w 1939 roku obchodzimy Światowy Dzień Sybiraka i wspominamy wszystkich tych, którzy zostali zesłani w głąb Związku Radzieckiego. Jednym z miejsc, do którego trafiły nasze rodaczki, by odbyć wyrok, był Akmoliński Obóz Żon Zdrajców Ojczyzny (Акмолинский лагерь жён изменников Родины).

31 maja 2007 roku pod Astaną (stolicą Kazachstanu) w miejscowości Akmoł z inicjatywy ówczesnego prezydenta Nursułtana Nazarbajewa w miejscu największego obozu pracy dla kobiet z czasów stalinowskich otwarto Muzeum Pamięci Ofiar Represji Politycznych i Totalitaryzmu. Upamiętnia ono ponad 18 tysięcy więźniarek różnych narodowości, które w nieludzkich warunkach w latach 1937-1953 odbywały wyroki za „szpiegostwo”, „wrogą działalność wobec ojczyny”, czy „działalność konspiracyjną na rzecz wrogich narodów”. Dostęp do dokumentacji obozu jest utrudniony, większość akt znajduje się w tajnych archiwach moskiewskich, jednak do tej pory udało się dotrzeć do ponad 7.200 nazwisk, w tym 173 Polek przetrzymywanych w obozie. Liczniejszą grupę więźniarek stanowiły tylko Rosjanki, Ukrainki i Kazaszki. Lista narodowości kobiet, które znalazły się w obozie jest bardzo długa. Do odbycia kary zsyłano tu również m.in. Niemki, Koreanki, Japonki, Białorusinki, Litwinki, czy Gruzinki. 

Do obozu kierowano członków rodzin osób represjonowanych, nazywanych zdrajcami ojczyzny. Choć w nazwie obozu mowa jest o żonach, to w rzeczywistości trafiały tu również siostry, matki i dalsze krewne więźniów politycznych. Kobiety te otrzymywały wyroki od 5 do 10 lat robót poprawczych. Wśród osadzonych zdecydowaną większość stanowiły kobiety z wyższym wykształceniem. W książce „Stronice tragicznych losów” Michaił Zelcer, syn jednej z osadzonych, przytacza wspomnienia ukraińskiej więźniarki Marii Danyłenko: „Była wśród nas leningradzka profesura, prawie cała trupa Opery Charkowskiej, inżynierowie, technicy, budowlani, lekarze, geolodzy, nauczyciele – pewno ze sto zawodów. I jeszcze artyści”. Wśród osadzonych tu kobiet były m.in.: matka Bułata Okudżawy (rosyjskiego kompozytora i dramaturga), żona Michaiła Kalinina (członka Biura Politycznego ZSRR, którego podpis widnieje na decyzji o rozstrzelaniu polskich jeńców wojennych w Katyniu), czy siostra marszałka Michaiła Tuchaczewskiego (dowódcy wojsk bolszewickich w czasie Bitwy Warszawskiej 1920).

Do łagru trafiały również kobiety z małymi dziećmi, które mogły tu przebywać do ukończenia 3 roku życia. Następnie były one odbierane matkom i przekazywane do pobliskich sierocińców, a ich pochodzenie było wymazywane z kartoteki. W samym łagrze urodziło się 1507 dzieci. Były to dzieci kobiet, które trafiły na step będąc już w ciąży lub dzieci urodzonych w wyniku gwałtów dokonanych przez strażników oraz oficerów NKWD na więźniarkach.

Czytaj dalej

Pod biało-czerwoną

Rządowy projekt „Pod biało-czerwoną” zakłada sfinansowanie z budżetu państwa zakupu masztów i flag w każdej z gmin w Polsce, której mieszkańcy dołączą do projektu. W dniu inauguracji tej inicjatywy zgłosiłem nasze miasto do projektu, a szanse na otrzymanie środków na zakup i instalację masztu są ogromne. Wystarczy zebrać odpowiednią liczbę głosów poparcia online na stronie: https://bialoczerwona.www.gov.pl/. W przypadku naszego miasta wystarczy zebrać 500 wirtualnych głosów poparcia mieszkańców. To jedynie niewielki procent głosów, jakie oddawaliśmy wspólnie w konkursach na Podwórka Talentów Nivea, które powstały przy Sportowej i Żeromskiego, czy też na mobilne miasteczko ruchu drogowego, które od prawie 5 lat odwiedza mareckie szkoły podstawowe.

Choć w Markach mamy już 3 maszty, na których przez cały rok powiewa biało-czerwona flaga narodowa (przy ratuszu, przy Pomniku Żołnierzy 1920 roku oraz na Skwerze Pamięci Narodowej), to uważam, że warto postarać się o kolejny, który miasto może otrzymać zupełnie bezpłatnie. Na wymianę czekają np. wysłużone maszty przy Pomniku Żołnierzy Armii Krajowej w Strudze.

Uprzedzając komentarze mieszkańców, którzy uważają, że kolejny maszt jest nam niepotrzebny, a środki te można efektywniej wykorzystać informuję, że program „Pod Biało-Czerwoną” zakłada przeznaczenie środków jedynie na sfinansowanie budowy masztu z flagą państwową, a w przypadku ewentualnego zwycięstwa w plebiscycie zdobytych środków nie można przeznaczyć na inny cel.

Gorąco zachęcam wszystkich mieszkańców do głosowania na stronie: https://bialoczerwona.www.gov.pl/. Będzie mi bardzo miło, jeśli w rubryce „imię i nazwisko lidera” w formularzu na stronie wpiszecie Państwo moje nazwisko.  Obyśmy kolejną rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego pod pomnikiem Żołnierzy AK w Strudze świętowali przy nowym maszcie, na którym dumnie powiewać będzie flaga biało-czerwona!

Las pod Kijowem wołający o pamięć

W cichym lesie przy trasie Kijów-Czernihów niedaleko od ostatniej stacji kijowskiego metra pochowano w dołach śmierci kilka tysięcy Polaków i Ukraińców zamordowanych przez NKWD.

Dziś mija dokładnie 80 lat od pierwszego transportu polskich jeńców do miejsc ich kaźni, w których na rozkaz najwyższych władz ZSRR dokonano zbrodni ludobójstwa na tysiącach oficerów i funkcjonariuszy II Rzeczpospolitej. Ciała zamordowanych chowano w dołach śmierci w Katyniu, Charkowie, Bykowni i Miednoje. W miejscowości Bykownia na Ukrainie w 2012 roku otwarto polski cmentarz wojenny, nazywany najmłodszym czwartym Cmentarzem Katyńskim. W 2016 roku udało mi się odwiedzić to miejsce.

Czytaj dalej

Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej

13 kwietnia w Polsce obchodzimy Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej. Niestety, od kilka lat ten ważny dzień wraz z ofiarami stalinowskich zbrodni odszedł na drugi plan, nad czym ubolewam i nie godzę się na zrównywanie tej makabrycznej zbrodni ludobójstwa dokonanej na Narodzie Polskim z katastrofą lotniczą.

Kilka lat temu odwiedziłem jeden z Polskich Wojskowych Cmentarzy Katyńskich w Bykowni pod Kijowem. Miejsce to robi piorunujące wrażenie. Przenikliwa cisza i setki nazwisk wyrytych na obelisku pośrodku lasu. Aż ciarki przechodzą po plecach. Dookoła na drzewach zawieszone biało-czerwone wstęgi przypominające o barwach narodowych zamordowanych oficerów, dla których zginęli strzałem w tył głowy pod osłoną nocy.

CHWAŁA BOHATEROM!

56951158_2595708437165960_4150878869865365504_n

PODZIĘKOWANIA

Poznaliśmy już wyniki wyborów do Rady Miasta Marki. Gorąco dziękuję za zaufanie, jakim mnie obdarzyliście. Mój wynik wyborczy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Dziękuję za każdy otrzymany głos. Uzyskałem najwyższy wynik w Markach spośród wszystkich kandydatów, jako jedyny przekraczając magiczną barierę 500 głosów. To dla mnie bardzo budujące, że moje dotychczasowe działania zostały docenione przez wyborców. Jest to jednocześnie wielkie zobowiązanie do dalszej pracy na rzecz mieszkańców i rozwoju naszego miasta.

Słowa podziękowania kieruję do wszystkich, którzy wspierali mnie podczas kampanii, pomagając w redakcji i dystrybucji materiałów wyborczych. Dziękuję wszystkim osobom, które wyraziły poparcie dla mojej osoby i służyły radą oraz pomocą. Dziękuję wszystkim członkom sztabu wyborczego KWW Burmistrza Jacka Orycha oraz naszym kandydatom do Rady Miasta Marki za kilka tygodni wytężonej wspólnej pracy.

Gratuluję wszystkim nowo wybranym radnym. Mam nadzieję, że nasza wspólna pięcioletnia współpraca przyniesie miastu wiele korzyści, bo praca w samorządzie to przecież gra zespołowa.

a la burmistrz błaszek

Kampania strachu

tiry

Co jakiś czas na mieście pojawia się kolejna plotka wymyślona przez oponentów burmistrza, mająca wzbudzić strach wśród mieszkańców. Dlaczego zamiast prezentować swoje pomysły na Marki od czterech lat z drugiej strony słyszymy jedynie wyssane z palca teorie spiskowe mające zasiać niepokój wśród markowian? Czy zasługujemy jedynie na negatywną kampanię?

Pierwszy epizod tej kampanii strachu rozpoczął się razem z budową hal magazynowych przy Słonecznej. Wówczas Marki sparaliżowała wiadomość o tysiącach samochodów ciężarowych, które zakorkują miasto. Był to jeden z najważniejszych tematów na bazarach, w przychodniach i w Internecie. Czas pokazał, że obliczenia domorosłych spedytorów można włożyć między bajki. Pierwsza hala już od kilku miesięcy jest wynajęta w 100%. Czy w związku z tym zaobserwowaliśmy wzmożony ruch ciężarówek? Mit paraliżu komunikacyjnego pękł jak bańka mydlana.

Kolejna plotka mająca wzbudzić strach przed paraliżem komunikacyjnym związana jest z Aleją Piłsudskiego. Niejednokrotnie spotykaliśmy się z zarzutem, że Aleja Piłsudskiego będzie zwężona do jednego pasa ruchu i korki powrócą na stałe do Marek. Nigdy nie było tego w planach. Koncepcja remontu Alei Piłsudskiego była konsultowana z mieszkańcami. Odbyły się internetowe i tradycyjne konsultacje społeczne w tej sprawie. Nigdy nikt nie podnosił chęci zwężęnia Alei Piłsudskiego, bo dwa pasy są dla nas niezbędne. Do dziś do urzędu wpływają maile z pretensjami kto zezwolił na zwężeni głównej arterii. Plotka żyje własnym życiem.

Gdy ratusz rozpoczynał budowę dróg rowerowych opozycja grzmiała, że to niepotrzebne inwestycje. Dziś jednak przyznaje, że drogi rowerowe są potrzebne. Gdy marecki samorząd budował parkingi obficie dofinansowane z funduszy europejskich przy Sportowej i Dużej po mieście rozniosła się kolejna plotka: te niepotrzebne parkingi są przecież budowane dla radzyminiaków, którzy zajmą nam miejsca parkingowe i miejsca w naszych autobusach. Czy faktycznie tak jest? Czy to oby na pewno radzyminiacy korzystają z parkingów przy naszych przedszkolach, bibliotece, czy ośrodku zdrowia?

Dziś, w przededniu wyborów samorządowych opozycja po raz kolejny straszy mieszkańców. Tym razem wielkim zadłużeniem, które będzie można spłacić tylko dzięki jeszcze większemu zaludnieniu miasta. Niestety, nie pamiętają, że ok. 40 mln zł zadłużenia burmistrz Orych odziedziczył po poprzednim burmistrzu z ich ugrupowania. Straszą kolejkami do lekarza, korkami na ulicy, wielkimi klasami w szkołach. To przykre, że nie znają się na przepisach, choć rządzili miastem kilkanaście lat, bo przecież klasy w szkołach nie mogą liczyć więcej niż 27 uczniów, a nie 40 jak podają w swoich materiałach wyborczych.

Straszą przeludnieniem miasta, wykorzystaniem każdego skrawka ziemi pod budowę osiedli. A prawda jest taka, że plan zagospodarowania przestrzennego, który wskazuje jakie budynki można wznosić w Markach, na przeważającym terytorium Marek został opracowany i przyjęty na wniosek poprzedniego burmistrza ze Wspólnoty Samorządowej. Na zlecenie burmistrza Orycha przyjęto jedynie plany zagospodarowania przestrzennego dla okolic Leśnej, Szkolnej i Lipowej. W opracowaniu są natomiast plany zagospodarowania przestrzennego dla wielu innych obszarów, (m.in. rejon ulicy Słonecznej i Okólnej) które mają uporządkować zabudowę w naszym mieście. Jest to jednak wieloletni proces, którego nie sposób zrealizować w jednej kadencji. W tej kadencji miasto nie sprzedało ani jednej działki pod budowę osiedla. Wszystkie budowy realizowane są na prywatnych działkach, gdzie działa prawo popytu i podaży. To mieszkańcy – właściciele działek decydują kiedy i komu sprzedać swoją własność i nikt nie może im odebrać tego prawa.

Nie dajmy się zastraszyć. Nie próbujmy ulec tej retoryce, że wszystko co nowe jest złe i należy z tym walczyć lub to krytykować. Postawmy na rozwój, bo wszystkim nam się on należy, zamiast sentymentalnych powrotów do mareckiej wiejskiej sielanki. Czerpmy z tego, co daje nam współczesny, modernizujący się świat.