W systemie odbioru odpadów konieczne są zmiany

mulltonnen-3979757_1280

Co ma woda do produkcji śmieci oraz który z czterech niesprawiedliwych systemów naliczania opłaty za odbiór śmieci uznać za najbardziej sprawiedliwy? Te 2 pytania od ponad dwóch tygodni spędzają mi sen z powiek. A wszystko za sprawą armageddonu śmieciowego, który nawiedził Mazowsze.

W ciągu ostatnich miesięcy firmy odbierające odpady na Mazowszu zaczęły masowo wypowiadać umowy z gminami, by następnie w przetargach proponować kilkukrotnie wyższe stawki. W myśl obecnych przepisów władzom gmin nie pozostaje nic innego, jak godzić się na dyktat firm śmieciowych, bo od czasu wprowadzenia ustawy, która nowymi regulacjami zlikwidowała gospodarkę wolnorynkową w obszarze odbioru odpadów na rzecz gospodarki planowej, to gmina jest właścicielem śmieci, a nie mieszkaniec i musi je z każdej zamieszkałej posesji odebrać. Żeby było trudniej ustawodawca wprowadził rejonizację kraju i śmieci z gminy „x” nie mogą wyjechać poza rejon wskazany w przepisach, nawet jak w innych rejonach jest więcej mocy przerobowych na wysypiskach i w sortowniach, a te na Mazowszu są oblegane i przepełnione. Jeśli dodamy do tego wzrost opłat za prąd, gaz i sytuację na rynku pracowniczym mamy odpowiedź na pytanie skąd cena za odbiór odpadów tak drastycznie wzrasta.

Od 2012 roku za odbiór i zagospodarowanie odpadów mieszkańców odpowiada marecki samorząd. Przepisy zostały tak skonstruowane, że miasto na śmieciach nie może zarabiać, a kwota jaką trzeba zapłacić firmie za odbiór śmieci musi się bilansować z wpłat mieszkańców. Sęk w tym, że ustawodawca dał tylko 4 niesprawiedliwe możliwości radzie miasta na ustalenie wysokości stawki wprowadzając przy tym górną granicę opłaty, nawet jeśli miasto musiałoby dołożyć różnicę dla firmy odbierającej śmieci kosztem środków na miejskie inwestycje, jeśli firma żądałaby wyższej zapłaty. Te 4 możliwości naliczenia opłaty wykluczają jedyną najsprawiedliwszą metodę, czyli od wielkości wyprodukowanych śmieci w gospodarstwie domowym. To logiczne, że jeśli ktoś zapełni dwa kosze odpadów, powinien zapłacić za te 2, a jak ktoś zapełni cały kontener, powinien zapłacić za kontener. Takie rozwiązanie, choć najbardziej sprawiedliwe, ustawa zabrania nam wprowadzić.

4 rozwiązania, jakie daje ustawa to:
– naliczenie opłaty od każdej osoby zamieszkującej nieruchomość,
– naliczenie opłaty od metrażu lokalu mieszkalnego wyznaczając stawkę za każdy m2,
– naliczenie jednakowej opłaty od każdego gospodarstwa domowego,
– naliczenie opłaty na podstawie średniego miesięcznego zużycia wody na nieruchomości.

W idealnym świecie, najbardziej sprawiedliwa spośród tych czterech metod, wydaje się ta od liczby osób. Choć wiadomo, że każdy produkuje inną ilość śmieci i trudno tu generalizować. Jednak już w 2011 roku Biuro Analiz Sejmowych podczas procedowania projektu ustawy w parlamencie alarmowało, że jest to najbardziej niedoskonała metoda, ponieważ z jednej strony jeszcze przed wprowadzeniem ustawy wyniki sondaży mówiły, że ok 30% polskiego społeczeństwa unika płacenia za śmieci (m.in. stąd pojawiają się śmieci w lasach), a ta metoda nie daje żadnych możliwości prawnych samorządowi, by zweryfikował, czy liczba osób zadeklarowanych przez właściciela nieruchomości jest zgodna z prawdą. Jednak w momencie wejścia w życie ustawy większość gmin opowiedziało się właśnie za metodą „od osoby”, bo wydawała się najbardziej sprawiedliwa spośród dostępnych czterech. Ale opinia Biura Analiz Sejmowych okazała się, niestety, prorocza.

Na przestrzeni lat, w których obowiązują zmienione przepisy coraz więcej gmin odchodziło od tego pomysłu, a ani jedna gmina, która oparła swój system na zużyciu wody z niego nie zrezygnowała. I tak, po złożeniu deklaracji okazało się, że w Poznaniu brakuje ok. 100tys. mieszkańców w systemie(!!!), a np. w Gorzowie Wielkopolskim brakowało 1/3 mieszkańców. Ustawa zezwala, by każdy właściciel lokalu podał w deklaracji, że mieszka sam, a gmina musi przyjąć to do wiadomości i nie może tego skontrolować. W ten sposób uczciwi płacili, a nieuczciwym się upiekło.

Wadliwość tego systemu dostrzegało coraz więcej miast decydując się na jego zmianę. My też stanęliśmy przed tym dylematem, gdy firmy za odbiór odpadów z Marek zaoferowały kilkukrotną podwyżkę cen (podobnie jak w sąsiednich gminach). Po skonfrontowaniu liczby osób widniejących na deklaracjach z wszelkimi możliwymi systemami, dzięki którym możemy wyliczyć przybliżoną liczbę mieszkańców wyszło, że w naszym systemie brakuje ok. 8 tysięcy osób. Po otwarciu ofert w nowym przetargu zaczęto analizować każdą z 4 możliwych metod i przeliczać stawkę na nowo. Przypomnę, że miasto na śmieciach zarabiać nie może. Pieniądze z opłat śmieciowych w całości trafiają do firmy, która odbiera od nas śmieci, a z budżetu miasta i tak trzeba będzie pokryć niedobór jaki powstanie. Opłaty za śmieci to nie jest zysk dla gminy, nie można ich wydać na premie dla radnych, czy burmistrza; nie można ich wydać na cokolwiek innego, jak tylko na zagospodarowanie śmieci. Żaden radny i żaden urzędnik nie ma w tym żadnego interesu, żeby stawki za śmieci wzrosły kilkukrotnie. Wynika to wyłącznie z przepisów ustawy i kwoty z przetargu.

Przy analizie tej sytuacji zacząłem się zastanawiać co ma zużycie wody do produkcji śmieci? Dlaczego to właśnie woda znalazła się jako wskaźnik w ustawie, a nie prąd, gaz, czy cokolwiek innego? Zacząłem szukać korelacji w opracowaniach naukowych i opiniach na temat ustawy. Okazało się, że ma to jednak sens.

Najpierw wziąłem sprawę „na chłopski rozum”. Gdy rozejrzałem się po łazience dostrzegłem mnóstwo opakowań po kosmetykach, które prędzej, czy później znajdą się w koszu. Szampony, mydła, żele pod prysznic, kremy, odżywki, pasta do zębów itp. To wszystko wyląduje w workach na śmieci. Im częściej będę się mył, tym szybciej ten worek się zapełni. Pralka to z kolei królestwo proszków do prania, opakowań po płynach do płukania i tak dalej, i tak dalej.

Gdy wyszedłem do ogródka, na pielęgnację którego też zużywam wodę, szybko obliczyłem, że rocznie zapełniam ok. 56 brązowych worków skoszoną trawą, które miasto musi odebrać. Do tego dochodzi kilkanaście worków zgrabionych liści, odpady z pielenia oraz zgniłe i uschnięte kwiaty i krzewy oraz gałęzie.

Gdy zajrzałem do lodówki też znalazłem tam mnóstwo opakować, które prędzej czy później wylądują w workach na śmieci, ale najpierw, żeby przyrządzić jedzenie będę musiał zużyć wodę, a następnie również po sobie pozmywać.

Tyle praktyki, a jak wygląda teoria? Oczywiście, że  ilość zużywanej wody na terenie nieruchomości nie odzwierciedla faktycznej ilości wytwarzanych odpadów, bo żadna z czterech metod zaproponowanych przez ustawodawcę tego nie odzwierciedla i to jest największy minus całej tej sytuacji i zmian w przepisach. Każda metoda dla jakiejś grupy zawsze będzie krzywdząca. Tego, niestety, nie da się uniknąć. Ale metoda ta powinna zapewnić w miarę proporcjonalne wyliczenie opłaty, biorąc pod uwagę statystyczne dane krajowe, mówiące o tym, że jedna osoba zużywa 3m sześcienne wody miesięcznie. Ponadto metoda „od wody” daje możliwość weryfikacji przez mieszkańców ilości zużytej wody podanej w deklaracji. Mieszkaniec sam na podstawie danych otrzymanych z Wodociągu Mareckiego będzie wpisywał ilość zużytej wody, a samorząd ma możliwość skontrolowania tych danych (w przeciwieństwie do deklaracji „od osoby”).  Metoda „od wody” spowoduje także objęcie opłatą wszystkich faktycznie przebywających na terenie gminy, a nie tylko tych zgłoszonych. Nie ma możliwości, by gospodarstwo domowe zużywające wodę nie produkowało śmieci. Jest to też jedyna forma opłaty, która będzie motywowała mieszkańców do zachowań pro ekologicznych: im mniej wody zużyję, tym mniej zapłacę za odbiór odpadów (będzie to z pożytkiem zarówno dla środowiska, jak i przyszłych pokoleń, które będą z niego korzystały).

Po otwarciu ofert w przetargu na wybór nowej firmy odbierającej odpady trzeba było wyliczyć na nowo stawki odbioru odpadów dla mieszkańców, aby system przynajmniej w części się bilansował, bo przypomnę jeszcze raz, gmina nie może zarabiać na systemie, a dołożenie brakującej kwoty do systemu może się odbyć kosztem cięcia w wydatkach na inwestycje. Metody od powierzchni lokalu oraz od gospodarstwa domowego od początku nie brałem pod uwagę, uznając je za najbardziej krzywdzące i nie będę się do nich odnosił.

W przypadku pozostawienia obecnego sposobu, czyli „od osoby”, stawka miesięczna od jednego mieszkańca musiałaby wzrosnąć do 31,50 zł za śmieci segregowane i 62 zł za śmieci zmieszane. W tym systemie nadal obowiązywałaby zasada „uczciwi płacą, a nieuczciwym się upiecze”, czyli za śmieci ok. 8 tys. osób zapłaciliby uczciwi mieszkańcy składający nowe deklaracje. Dodatkowo z budżetu miasta należałoby dołożyć do systemu dodatkowe ok. 3,5 mln złotych rocznie.

Natomiast w przypadku wprowadzenia sposobu „od wody” stawka miesięczna wyniosłaby 10,50 zł razy średnia liczba m3 wody zużytych na miesiąc w roku poprzednim w gospodarstwie. A więc, jeśli ktoś zużywał statystyczne 3m sześcienne miesięcznie (które wcześniej przytoczyłem) zapłaci 31,50 zł, czyli dokładnie tyle, ile by wynosiła stawka „od osoby”. Dlatego zanim zaczniecie odsądzać burmistrza od czci i wiary, że metoda obliczania stawki za śmieci „od wody” jest absurdem, przeliczcie, proszę, swoje zużycie wody i zweryfikujcie, czy aby na pewno jest wyższa od stawki „od osoby” (czyli 31,50zł).  Największym plusem tego systemu jest to, że stawka wyliczona dla każdego mieszkańca, będzie tu przybliżona do tej „od osoby”, a dodatkowo pozwoli maksymalnie uszczelnić cały system i nie pozwoli na oszustwa.

Oczywiście, taki przelicznik sprawi, że wiele gospodarstw domowych będzie mogło płacić niższe stawki, niż wychodziłoby to z metody „od osoby”, ale trafią się też takie gospodarstwa, dla których ta stawka będzie jednak wyższa. I to jest cały mankament systemu odbioru odpadów wprowadzonego ustawą z 2011 roku – nie pozwala na sprawiedliwe wyliczenie stawki. Mamy do dyspozycji 4 niesprawiedliwe metody i musimy wybrać tą, którą uważamy za najmniej niesprawiedliwą patrząc na sprawę przez pryzmat całego miasta i jego finansów. Dlatego, z pełnym przeświadczeniem o tym, że jest to rozwiązanie niesprawiedliwe, z pełnym przekonaniem zagłosuję podczas sesji za opłatą „od wody”, bo uznaję ją za najuczciwszą spośród wszystkich niedoskonałych możliwych metod.

To co napiszę, na pewno nie przysporzy mi poklasku i wzbudzi negatywne odczucia. Jednak nigdy nie uciekałem od trudnych decyzji i nie działałem pod publiczkę, bo odpowiedzialność za budżet mojego miasta jest dla mnie ważniejszą wartością od internetowych opinii na swój temat. Osobom, które poczują się pokrzywdzone tym systemem z różnych względów, mogę po prostu po ludzku współczuć, tak jak współczułbym innym pokrzywdzonym przez wybór innej metody. Interes poszczególnego mieszkańca powinien być dla radnego priorytetem, jednak przy podejmowaniu strategicznych decyzji musi on zważyć, czy ten pojedynczy interes nie stoi niekiedy w sprzeczności z interesem miasta, za którego rozwój i przyszłość odpowiada.

Wartością demokracji jest to, że możemy konfrontować ze sobą różne stanowiska w cywilizowany sposób i przekonywać do swoich racji. Wartością demokracji jest też to, że nikogo nie możemy zmusić siłą do swoich racji. Możemy używać sensownych argumentów, ale mimo wszystko każdy może pozostać przy swoim przekonaniu i swoich wartościach. Starałem się przytoczyć argumenty poparte danymi i analizami, do których dotarłem, by w pełni uzasadnić swój wybór. Wiem, że nie jestem w stanie przekonać wszystkich do swoich racji, ale mam nadzieję, że ten tekst chociaż w części przybliży każdemu motywacje, którymi będę się kierował rozpatrując projekt uchwały w sprawie ustalenia stawek za odbiór odpadów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: